Na dworze piknie, jak to mówią górale.
A ja sobie szyję wesołe tkaniny. Dla mojej Ani uszyłam ochraniacze na łóżeczko i pościel. Do tego sówka na ząb, którego jeszcze nie ma ;-) Sówka mała, poręczna i szeleści! Pełnia szczęścia.
Szycie sprawia mi ogromną radość. jak pisałam ostatnio planów wiele, więc co chwilę będę wrzucać nowe fotki wytworów. Tymczasem łóżeczko:
A! I w końcu mój odwyk na starocie się skończył. Zdobyłam kilka łupów na giełdzie ze starociami. Ale o tym w następnym poście. Żegnam się z Państwem, (jak mawia Jagodzianka) idę, matka polka obiad upichcić ;-)
