Ten weekend obfitowała w 2 jarmarki. W sobotę było cudnie, ciepło, ale rzecz miała się przy zameczku, gdzie ogromne drzewa dawały ukojenie. Był to piknik rodzinny, przy szkole rodzenia. Bardzo uskrzydla potok ciepłych słów na temat moich tworów. A już na pewno to, że na koniec dnia stoisko było wymiecione ;) Naprawdę taki dzień daje kopa do dalszej pracy.
I dzisiejszy dzień- jarmark rodzinny przy kościele w Zielonej Górze. Dzisiaj ugotowana jestem prawie na twardo, ale też było miło. Chociaż ludzi mniej i zbyt głośno, żeby można było poplotkować ;)
Ogólnie weekend uważam za bardzo udany handlowo. Tylko teraz znowu muszę zakasać rękawy i szyć, szyć szyć ... ;-))))
Jak widać szycie wypiera u mnie decoupage ;)
Pozdrawiam Was!

















