Nieprzedłużając...
Tak było:
Troszkę poświecowałam, żeby łatwiej przeciereczki robić...
Pogruntowałam, żeby mniej warstw farby poszło...
I pomalowałam...
Efekt:
Normalnie prace z tydzień by się przeciągnęły, ale córcia moja zaniemogła, siedzę w domku i tworzę (obok prania i prasowania z całego miesiąca chyba...)
Najbardziej moje decou ucierpiało, ale nic to. Posprzątam, to ze spokojnym sumieniem zabiorę się za przyjemności...
W sumie dzisiaj z prania i prasowania to... świeczki z młodą robiłyśmy ;-))))))))
Miłego dnia i wieczorku!




























