Obserwatorzy

niedziela, 15 sierpnia 2010

jeszcze 5 dni...

Jeszcze 5 dni do urlopu...

Teraz będą kolejne odsłony moich weekendowych wytworków.
Powiem Wam, że niby wszystkie media bezwonne, ale wczoraj po 12 godzinach! pracy byłam lekko na haju ;-)
Ale szczęśliwa jestem niezmiernie, że tyle mi się udało zrobić. Jeszcze butle mam do skończenia, ale to już kosmetyka- napis: Winobranie 2010.
Wczoraj zapowiadałam, a dzisiaj pokazuję:









Zdjęcie wycięłam z gazety. Bardzo mi się spodobała ta królewna ;-)
Trochę róż z serwetek. Glinka samoutwardzalna na dekory i gotowe!
W zasadzie jeszcze nie gotowe...
Konstancja (jej blog ) wykańcza fajnie szkatułki. Zastanawiam się, czy też nie zrobić jakiegoś uchwytu do otwierania albo coś takiego:
Zjęcie z bloga Konstancji:


Zresztą ta szkatułka zainspirowała mnie do zrobienia wieszaczka z taką ramką.
Ale jeszcze nie skończone, więc pokażę później.


Pozdrawiam Was serdecznie, a teraz idę wcinać torta, bo rodzinka wróciła z łakociami ;-)


...

sobota, 14 sierpnia 2010

jeszcze 6 dni...i co ja zrobiłam z domem!

6 dni, to moje odliczanie do urlopu...
Tymczasem melduję, że moi domownicy wyjechali na cały weekend. W spokoju mogę się szykować na imprezę zwaną Winobraniem. Nadmienię, że nie będzie mnie w PL, a przyjaciółka weźmie moje rzeczy... Winobranie odbywa się co roku w Zielonej Górze. Praca wre, ale CO JA ZROBIŁAM Z SALONEM I JADALNIĄ!!!???!!!
Uwaga dla estetek! Zdjęcia mogą drastycznie wpłynąć na Wasze samopoczucie (o zmianie zdania o mojej skromnej osobie - nie wspomnę...)


jadalnia...



a na dworze jak (za przeproszeniem) jak po libacji ...

a to tylko waterrr na zachodzie wieje...




Na ukojenie nerwów zbliżenie na szkatułkę. Całość pokażę jak skończę...




...

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Odliczam... za 13 dni...

Są takie miejsca do których moje serce wyrywa. Im bardziej zbliżają się wakacje, tym tęsknota większa... Naprawdę, jak myślę o tych miejscach, to aż serce boli z tęsknoty... A tu jeszcze 2 tygodnie- NIE, JUŻ 13 DNI! przyszło mi siedzieć w pracy...




2 lata temu byłam w tych miejscach... już za momencik, już za chwileczkę zamierzam być tam znowu...


Jedyny dzień gdzie przeszły olbrzymie fale...
Ale piękne wydoki nastąpiły tuz po...
Plaża na którą często jeździliśmy; cisza, spokój, pustki...

Cudowna miejscowość Sete...
Takie miejsca też odwiedziliśmy,
cmentarze mają naprawdę urokliwie.
I ten widok...





Carcassonne
W tym roku pojadę tam w nocy- ponoć cudowny widok




A to ja na "szczycie" Sete.
Nawet sprawdzaliśmy ceny nieruchomości w tym miasteczku... tak nam się tam podobało...niestety nie z polskimi zarobkami...
i nie z tym językiem
kurza twarz, ale ten francuski trudny, ni w ząb nie rozumem co oni tam godojom ;-)
Dobrze, że po angielsku (tak, wbrew obiegowej opinii) można się porozumieć.


A teraz informacja dla tych którzy chcą zwiedzić  Europę za śmieszne pieniądze:

moje tegoroczne wakacje- w sensie noclegów na kempingach we Francji za 3 tygodnie 1000zł. słownie: jeden tysiąc zł- za cały pobyt. W 3 różnych miejscach Francji. Ostatnio we Francji byliśmy w 4 miejscach... Nieźle co?

Nie będę się rozpisywała, szczegóły: http://www.eurocamp.pl/

Nie, nie płacą mi za reklamę, a szkoda ;-))))) bo już wielu znajomych połknęło bakcyla.


AAAAAAAA przed chwilą był u mnie listonosz- mam fory, dostaję paczki w pracy ;-) I przyniósł mi wygrane candy:

Prezenty są 1000razy ładniejsze niż na zdjęciu. I mam pierwszą rzecz, która jest decou, a nie jest mojego autorstwa. Wianek zawiśnie dzisiaj na drzwiach wejściowych. Super!

Chciałam z tego miejsca podziękować Kasi z studio-conestoga.blogspot.com, która przysłała mi śliczne serwetki aż z Australii- przyszły błyskawicznie .

I dziękuję pięknie za serduszko ceramiczne z argillae.blogspot.com/, które wygrałam? w mini konkursie.

piątek, 6 sierpnia 2010

Szafka z piwnicy

Weszłam do ciemnej piwnicy. Jak to w starym bloku: wilgoć, zapaszek piwniczny i trucizna na szczury. A na środku takie oto "cudo":








Se myślę: czas ją troszę posunął ;-))))
Głośno: spokojnie, daj mi 2- 3 tygodnie (szykowałam się do 2 jarmarków!), tylko wybierz motyw i ją zabieram...

I wybrała ta moja kumpela, wybrała. Motyw pewnie niektórych zaskoczy, no
LAWENDĘ wybrała ;-))))

I tak wkopałam się w renowację szafki nocnej, która stała się szafką dzienną ;-)
A teraz wygląda tak:








Miało być skromnie, bez przeładowania. Lekko.
Niestety nie udało się zniwelować wszelkich uszkodzeń. Płyta się pomarszczyła, szlifieka dała radę tylko połowicznie. Ale zdecydowałyśmy, że tak jest ok.
Jakby nie patrzeć, zmieniła się radykalnie!
Bejca machoń na tył, środek i szufladę. Reszta pastelowy kolorek. Spękane gałeczki. Środek we wzorki i oczywiście lavendula...

Zmęczyła mnie ta szafka. Włosy mam nawet w farbie- pastelowej! Ale czas mnie gonił i nie zwracałam uwagi na takie detale ;-)

Ale, ale! Szlifierka, którą zakupił mi mój M. spisuje się super! Tfu, tfu- żeby nie zapeszyć...

Dobranoc dobre duszyczki...

...

wtorek, 3 sierpnia 2010

Odkryłam w sobie dziecko ;-)

Kilka dni temu kupiłam od Giny cudowną anielicę: Już jest u mnie, a ja cieszę się z niej jak dziecko. Cudowna jest i pasuje do mojego wiejskiego domku. Zobaczcie sami jaka fajna :




Nie mogłam się powstrzymać ;-) i zajżałam pod płaszczyk ;-)))
Koronkowe majtasy! Gina, rozwaliłaś mnie totalnie! Jestem zachwycona!




Buziole w ten deszczowy, ale jakże kojący dzionek
...

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

candy i podziękowania dla koleżanek

Dzisiaj (tak wiem, miało być wczoraj...) odbyło się losowanie w moim candy.
Ale mam usprawiedliwienie. Przeglądałam blogi osób,które zapisały się na moje candy. Jesteście tak interesującymi osobami, że poległam w nocy i z losowania nici.
Tymczasem taka oto patera na owoce :










Polecido:

!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!

Cieszę się tym bardziej, że jest to osoba, która jest bardzo aktywna na moim blogu.
Korzystając z okazji chciałabym dać mały prezencik niespodziankę dla osoby, która najczęściej gościła u mnie. Mogłam to sprawdzić jedynie po ilości zostawionych komentarzy.
Chciała zmylić przeciwnika i podpisywała się raz: Conestoga,a raz Kasik. Ale ja nie dałam się zwieść ;-))))))


Dziewczyny napiszcie proszę na mój e-mail namiary na siebie
Kasik- Ty też bo nie pamiętam czy na kopercie był adres...

w exelu wyglądało to tak (brałam pod uwagę lipiec!)
Osoby, które zostawiły więcej niż 1 komentarz:

Kasik


kasiekw

Mira

Avarill

bestyjeczka

gina

Kaprys

mabuobrazy

janya

Miejsce Sympatycznych Klimatów...

AgaB

Aleksandra

anabell

Annasza

BRONKA

darsi

Fuerto

Goha

kajka

lejdik

MAGDA GÓRA

violcio11

Wichrowa

Dziewczyny, dziękuję  Wam za dzielenie się uwagami, zostawienie dobrego słówka i za słowa krytyki także.
Dzięki blogger-owi mam wiele koleżanek. Wirtualnych, ale jednak z krwi i kości, które pomimo oddalenia są bardzo blisko mnie.
Wielkie buziaki ode mnie!

wtorek, 27 lipca 2010

Zołzowaty klient...

W końcu zgrałam zdjęcia z poprzedniego jarmarku...






Te z was, które miały okazję sprzedawać swoje dzieła na tego typu imprezach, to wiedzą, że klienci zdarzają się różni.
Są tacy, którzy zagadają, zapytają jak robi się daną rzecz lub zapytają o technikę. Niektórzy po prostu się zachwycają, inni oglądają w milczeniu.
Ale są też klienci zołzowaci. Z traktowania wychodzi na to, że Toto- w sensie że ja, sprzedająca lub raczej wystawiająca swoje wytworki- więc, że Toto może ledwie podstawówkę skończyła. Sprzedaje na TARGU i ... no półgłówek i już.

Otóż nie sprzedaję na TARGU, tylko na jarmarku rękodzieła. Nie targujemy się, a możemy ewentualnie obniżyć cenę. Ale to niechętnie. Dlaczego ludzie oczekują, że moje rzeczy będą tańsze niż chińszczyzna w markecie? To nie wiem... Cenię sobie swój czas. W tym czasie kiedy robię decou mogłabym się bawić z moim dzieckiem, bądź z Małżem swym ;-)))) Poczytać. Lub po prostu poleżeć kołami do góry. A tak pracuję do późnych godzin nocnych.



Opowiem jak to pewnego pana zatkałam i już słowa więcej nie pisnął:



Jarmark w tę niedzielę:

Podeszło małżeństwo- średnia wieku 50 lat. Pani zainteresowała się różaną butelką. Oglądała i widać było, że wpadła jej w oko. Ja nic- niech kobieta patrzy. Będzie chciała kupić, to poprosi. Taki mam stosunek do ludzi. Chcą kupują, nie chcą, nie kupują. Odeszli. Za chwilę przyszli i znowu ogląda tę samą butelkę. Wystawiła do mnie rękę z butlą.

Ja: chce Pani kupić?

A na to jej mąż tonem – bo ja wiem niemiłym? szyderczym? czy też wykładowcy?: Jakby Pani skończyła marketing, to by Pani wiedziała jak podejść do klienta. Jak kobieta drugi raz wraca do tego samego miejsca, to trzeba sprzedawać!

Ja spokojnym tonem bez emocji: Tak się składa, że skończyłam studia zarządzanie i marketing. Wyścig szczurów mam w pracy, a tutaj jestem bo LUBIĘ. To moje hobby i NIC NIE MUSZĘ. (strzeliłam uśmiech ;-)

Pan się zacukał. Minę miał jakbym go po mordzie zdzieliła ;-) Zapłacili (zawrotną kwotę 15 zeta ;-) i bez słowa zwiali...



I kto jest górą? ;-)))))))


Pozdrawiam Miłe koleżanki i Ulę poznaną w tę niedzielę ;-)
...

niedziela, 25 lipca 2010

Krzesła i imieniny Anny

Nareszcie!!! Hurrraaa! Udało mi się skończyć lawendowe krzesła!
Długo to trwało, ponieważ ozdobiłam je lawendą w koszyczku i utknęłam. Motyw ewidentnie mi nie leżał. Długo biłąm się z myślami. I jak to bywa przy nie udanych projektach... porzuciłam cholerstwo.
Ale długo to nie trwało. Korzystając z tygodniowego urlopu, zakasałam rękawy. Pomalowałam od nowa i tadam:

tak wyglądały krzesełka "przed",
można zobaczyć we wcześniejszym moim wpisie TUTAJ KLIKNIJ

teraz:
















Krzesła można kupić przez moją stronę: http://www.galeriaagi.pl.tl/




A teraz druga część: imieniny Anny
Jak co roku w Zielonej Górze odbyły się ogólnopolskie imieniny Anny.
W tym roku byłam organizatorem- znaczy Stowarzyszenie Babska Agencja Rozwoju, do którego należę od początku roku.
Działo się wiele, ale mój aparat zawiódł... Niestety! Gościem " na szybko"-dosłownie wpadła i wypadła była Anna Dereszowska. A ja głupia... Aktorkę znam, ale nie z nazwiska. Prezes poprosiła, żebym coś z decou zrobiła dla gościa specjalnego... Zrobiłam i owszem duuużą butlę. Fajnie wyszła, ale dla Dereszowskiej- gdybym ( że tak trywialnie to określę) zatrybiła wcześniej, że Dereszowska, to TA Anna, to zrobiłabym coś naprawdę wypasionego...
Ach... A na dodatek zawiódł aparat:



A to ja z moją gwiazdą- blisko godzinę losowała na scenie losy dla Anek.
Bidulka, ledwo się trzymała na nogach ;-)


więcej o imieninach Anny wkrótce na blogu stowarzyszenia:


Trzymajcie się cieplutko i trzymajcie kciuki- żeby nie padało!, bo ja dzisiaj znowu stoję na jarmarku.

...

poniedziałek, 19 lipca 2010

trochę zielonego...

I po kolejnym jarmarku. Jak to mówią: szału nie było ;-) Trochę rzeczy sprzedanych, a trochę nie ;-)))Trochę jestem rozczarowana, a trochę nie ;-)
Bo ja lubię jednak jak cały czas coś się dzieje. A tak do 15 godziny nic nie sprzedane, a później w ciągu 15-30 min oblężenie, że nie nadążałam odpowiadać, wydawać, pakować. A później znowu cisza... O so chosi? Pytam się?
Ale! Ale! Organizatorzy co roku dają nagrody i wyróżnienia za najładniejsze stoiska. Nagroda pieniężna przeszła nam koło nosa, ale dostałyśmy wyróżnienie. Miłe to było. Jak na pierwszy raz w tym miejscu, to naprawdę cieplej na sercu się zrobiło ;-)
Zdjęcia mam w komórce, ale jeszcze nie zgrałam ich na kompa. W sumie nie wiem czy nawet wyszły...
A teraz moje oliwne decou:
Nosidełko nie znalazło jeszcze nowego właściciela...
Zmieści 4 butelki np. z oliwą, octem itp. lub w łazience oliwkowy (oczywiście) komplet do ciała ;-)


Nosidełko w ziołach...






...

piątek, 16 lipca 2010

wariacja z różowy w tle...

Padam na buźkę, ale musiałam Was poczytać. Bardzo pozytywnie ładują mnie blogowe wpisy. Jesteście babkami z pasją. Babkami z ciekawymi pomysłami i parą w rękach ;-)
Nie próżnuję i ja. Oto komplet różowo-różowy z czarnym ;-)




Przypominam sobie od czasu do czasu o kraku jednoskładnikowym.
Efekt nie do końca jak oczekiwałam, ale w sumie wyszedł fajnie.






Widzicie ten wściekły malinowy róż? Chyba szafa mojej córci nabierze takich rumieńców ;-)


dobranoc dobre duszyczki- jutro (dzisiaj) na 7 do pracy ;-)

...